środa, 10 Mar 2010
 
 
Operacja "Land Lord"

28 listopada 2009 uczestniczyliśmy we wspólnych manewrach z grupami 2nd MSOB oraz OPGP. Milsim Luthora (2nd MSOB) został profesjonalnie zorganizowany tworząc niepowtarzalny klimat walki z nieznanymi siłami wroga i operacji w nieznanym terenie.



Chwilę po dotarciu transporterami w rejon planowanej misji i rozpoczęciu pieszego patrolu nasz oddział otrzymał rozkazy przeszukania terenu o powierzchni 1km2. Wg informacji wywiadu w rejonie tym miało dojść do spotkania obu wrogich grup. Niecałe pół godziny później wskazany nam zostały dokładniejszy rejon operacji wrogich jednostek, zawężający rejon poszukiwań do zachodniego brzegu jeziora. Patrol zaplanowany został tak, aby przeszukać linię brzegową od północy na południe. W jego trakcie przechwycone zostały komunikaty radiowe, dzięki którym poznaliśmy w miarę dokładne miejsce planowanego spotkania - skrzyżowanie dróg przy jeziorze. Po dotarciu w okolice jednego ze skrzyżowań (południowego) mieliśmy wątpliwości czy miejscem spotkania nie ma być drugie (północne), które minęliśmy jakiś czas temu. Gdy zapadła decyzja o zbiórce i wymarszu powrotnym tylna straż zauważyła nadchodzący dołem zbocza pięcioosobowy oddział partyzantów. Mieliśmy przewagę wysokości i zaskoczenia, więc gdy partyzanci zbliżyli się przypuściliśmy atak. W krótkim czasie zlikwidowani zostali trzej pierwsi partyzanci. Pozostałych dwóch - dowódca i medyk, wycofali się na dół zbocza, jednak atak z góry oraz skuteczne flankowanie z dwóch stron zakończyło starcie po kilku minutach...
W wyniku wymiany ognia po naszej stronie ranny został medyk, jednak rana początkowo wyglądająca na poważną okazała się nie groźną i chwilę później przygotowywaliśmy się do konfrontacji ze szwedzką drużyną specjalną, której komunikaty radiowe sugerowały zbliżanie się do skrzyżowana. Niedługo potem zostaliśmy wykryci przez szwedów, ale dzięki nasłuchowi radiowemu mogliśmy przygotować na nich zasadzkę. Za pomocą fortelu - symulowanej na naszych tyłach wymiany ognia zmusiliśmy grupę do szturmu. Niestety nie doceniliśmy siły i liczebności wroga - dość szybko ranny został dowódca, a chwilę później kolejnych trzech członków naszego patrolu. Również wypuszczona wcześniej prawą flanką dwuosobowa grupa trochę spóźniła się z pomocą, w końcu również padając pod gradem kul przeciwnika. Szwedzka grupa specjalna odniosła poważne straty - jedynie dwaj ocaleli wycofali się i zniknęli w lesie. U nas jedynie medyk wyszedł cało z tej potyczki strzelając i opatrując rannych na przemian. Po opatrzeniu ran brzucha i kończyn, zaaplikowaniu kroplówek i tuzina dawek morfiny jakoś stanęliśmy na nogi.
Próbowaliśmy udać się w pościg za szwedami, niestety tropy urwały się po 100 metrach. Mimo odniesionych ran przeprowadziliśmy jeszcze krótki patrol dróg i terenu wokół skrzyżowania, gdy otrzymaliśmy rozkaz udania się do punktu zbornego, gdzie czekały na nas transportery opancerzone oraz personel medyczny.

Niestety ciała partyzantów nie zostały należycie przeszukane i dokumenty które mieli przekazać szwedom nie zostały przechwycone. Nie wiemy jaki był cel misji szwedów na naszym terenie oraz jakie akcje dywersyjne planują wspólnie z partyzantami w przyszłości...

Manewry wypadły wyśmienicie, dziękujemy za zaproszenie i sprawną organizację.